Forum Rozmaitości (bywa że i) Biblijne Strona Główna


Rozmaitości (bywa że i) Biblijne
Forum serwisu "Rozmaitości Biblijne i nie tylko..."
Odpowiedz do tematu
List do Efezjan
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Jaki jest sens eschatologiczny małżeństwa? Tyle się podkreśla jego trwałość, a przecież jest ono bardzo nietrwałe, bo kończy się w chwili śmierci jednego z współmałżonków. Dlaczego ziemska trwałość jest taka ważna?
W liście do Efezjan jest porównanie związku małżonków do związku Chrystusa z Kościołem. Czy to oznacza, że ten związek jest równie nietrwały, czy może to, że po paruzji zyskuje on nową jakość?
Prosiłabym też o wyjaśnienie, co w tym konteście oznacza słowo "Kościół". Czy to instytucja? Wspólnota chrześcijan? Wspólnota wszystkich ludzi? Zgromadzenie biskupów, któremu przewodniczy papież?
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
barnaba


Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 12
Odpowiedz z cytatem
Droga Magdo!
Pragnąc spróbować odpowiedzieć na Twoje pytania, zacznę od końca.

Co w kontekście rozważań św. Pawła o Kościele-Oblubienicy oznacza "Kościół"? Oznacza on tutaj wspólnotę ludzi ochrzczonych, dążących do zbawienia w Chrystusie, który jest Jego Głową (analogia Oblubienicy jest swoistym "przedłużeniem" analogii Głowy). Oblubienica ta jest ukochana przez Chrystusa. Wynika zatem z tego ścisła więź miłości Kościoła z Chrystusem. Można tutaj doszukiwać się świadomego bądź nie- nawiązania św. Pawła do myśli proroka Ozeasza, który kreśli relację Boga do Izraela na wzór relacji Oblubieńca do Oblubienicy i zauważa, że Bóg-Oblubieniec wierny jest swej Oblubienicy-Narodowi Wybranemu nawet wówczas, gdy ten naród wierności owej się sprzeniewierza. Chrystus również miłuje swój Kościół miłością bezwarunkową, w którą wpisuje się Jego krzyżowa ofiara.
Jaki sens eschatologiczny może mieć małżeństwo?
Warto podkreślić, że dla św. Pawła ważniejsza, niż osoby tworzące małżeństwo, jest to, co pomiędzy nimi się wydarza, a zatem relacja miłości. Przecież "miłość nigdy nie ustaje" (1 Kor 13, Cool. Ta miłość jest więc wieczna. Ona będzie łączyć zbawionych. Taka jest - jak mniemam - eschatologia miłości Pawła. Dlatego też małżeństwo ma rangę sakramentu. Poza tym w przypadku określenia Kościoła jako zaślubionego Chrystusowi, św. Paweł posługuje się tylko analogią małżeństwa. Wiadomo, że ten sposób opisywania Bożej rzeczywistości jest niedoskonały, ale na dobrą sprawę jedyny. Na pewno nie można mówić o nietrwałości związku Kościoła z Chrystusem, gdyż Paweł wyraźnie mówi o rzeczywistości zbawienia: "...aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi" (Ef 1, 10). Chodzi raczej - jak słusznie zauważasz - o jego nową jakość. Poza tym warto wspomnieć, że Paweł posłużył się analogią Oblubienicy w ściśle określonym kontekście (tak wynika z retorycznej analizy tekstu). Chciał po prostu dać moralne wskazania małżonkom.

Pozdrawiam, Barnaba

P. S. Na temat obrazów Kościoła u Pawła ciekawie piszą teologowie i egzegeci języka francuskiego (Benoit, Cerfaux, Congar)
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Barnabo,
A co dzisiaj oznacza słowo "Kościół"? To samo co wtedy, czy może zgromadzenie biskupów z Papieżem na czele? Często się mówi o czymś takim jak "nauczanie Kościoła", które ma status nieomylności. Nie sądzę, aby w tym znaczeniu słowo "Kościół" oznaczało wspólnotę chrześcijan, bo wtedy każdy z nas miałby wpływ na to, czego Kościół naucza, a tak przecież nie jest.
Czy Chrystus jakoś bardziej kocha Kościół (w tym znaczeniu jak napisałeś) niż innych ludzi, którzy chrześcijanami nie sa?
I co to znaczy "bezwarunkowo"? Czy to, że można mieć nadzieję na zbawienie powszechne?

Warto podkreślić, że dla św. Pawła ważniejsza, niż osoby tworzące małżeństwo, jest to, co pomiędzy nimi się wydarza, a zatem relacja miłości. Przecież "miłość nigdy nie ustaje" (1 Kor 13, . Ta miłość jest więc wieczna. Ona będzie łączyć zbawionych. Taka jest - jak mniemam - eschatologia miłości Pawła.

Drogi Barnabo, piszesz tu o celibacie, a ja pytałam o małżeństwo Smile
To celibat przygotowuje eschatologicznie do miłości, a nie małżeństwo! Małżeństwo oddala od tego rodzaju miłości-miłość małżonków jest zaborcza i ukierunkowana na współmałżonka i dzieci. Jest podszyta nieustannym strachem o rodzinę.

Poza tym w przypadku określenia Kościoła jako zaślubionego Chrystusowi, św. Paweł posługuje się tylko analogią małżeństwa

A ja myślałam, że jest odwrotnie... że Paweł podkreśla rangę małżeństwa, porównując je do związku Chrystusa z Kościołem!

Poza tym warto wspomnieć, że Paweł posłużył się analogią Oblubienicy w ściśle określonym kontekście (tak wynika z retorycznej analizy tekstu). Chciał po prostu dać moralne wskazania małżonkom.

A jak należy rozumieć te moralne wskazania w dzisiejszych czasach? Co to znaczy, że mam być uległa mężowi?
Czy nie uważasz, że to wszystko jest trochę antyfeministyczne? Mężczyzna jest porównany do Chrystusa, który nigdy nie zawodzi, a kobieta do grzesznego Kościoła... Patrząc na tzw. "życie codzienne", powinno być raczej odwrotnie...

Na temat obrazów Kościoła u Pawła ciekawie piszą teologowie i egzegeci języka francuskiego (Benoit, Cerfaux, Congar)

A konkretnie to gdzie piszą? Poprosze o jakieś namiary polskojęzyczne.[/code]
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
barnaba


Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 12
Odpowiedz z cytatem
Magdo droga!
1. Kościół jednak zarówno w Ef, jak i dziś oznacza tę wspólnotę ludzi, która ostatecznie zostanie zbawiona. Naturalnie, jest on hierarchiczny, z papieżem na czele i biskupami. Odnośnie kwestii nieomylnego nauczania Kościoła, jest to rodzaj nauczania szczególny (nie każde jest bowiem nieomylne!), ale i ono dotyczy wszystkich wyznawców Kościoła. Ogłoszenie np. przez papieża określonej definicji dogmatycznej ma miejsce nie dlatego, że w Kościele nakazów i zakazów nigdy dosyć. Jest tak wskutek już to jakichś teologicznych przesłanek wiążących się z tym, w co wierzymy (prymat papieża, dogmat chrystologiczny), już to po prostu z powszechnym przekonaniem Ludu Bożego tzw. zmysł wiary o danej prawdzie wiary (dogmat o Wniebowzięciu). W tym drugim przypadku jest prawie dokładnie, jak piszesz: może nie tyle każdy, co wszyscy mają wpływ na nauczanie Kościoła. To nauczanie formułowane jest przez organ zwany Magisterium. Trzeba wszak powiedzieć, że nasze bycie w Kościele to nie tylko podporządkowanie się nieomylnemu nauczaniu, ale też inne aspekty (życie sakramentalne, praktyka miłości bliźniego).
Czy Chrystus bardziej kocha Kościół, niż niechrześcijan? Nie sądzę. Umarł za każdego. "Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni i te muszę przyprowadzić" Miłość bezwarunkowa, a zatem zbawienie ofiarowane każdemu bez żadnych "obwarowań prawnych". Każdy dar można jednak odrzucić. Wiele zależy od naszej inicjatywy.

2. Jeśli małżeństwo nie jest zorientowane eschatologicznie, to żebyś czasem nie wychodziła za mąż! Laughing Całe nasze życie jest skierowane na eschatologię. Taka już jest rzeczywistość. I wbrew temu, co myślisz, pisałem właśnie o małżeństwie, nie o celibacie. Fakt, że celibat jest obrazem czasów ostatecznych, gdzie "nie będą się za mąż wydawać ani żenić", ale on w niczym nie ujmuje małżeństwu. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że miłość małżeńska w wieczności będzie wyglądać, jak...miłość w celibacie Laughing . Ponadto zachęcam Cię do lektury Mt 22, 23-33 (spór Jezusa z saduceuszami o Zmartwychwstanie)

3. Paweł, używając w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła takich słów jak "oblubieniec" czy "oblubienica" już posługuje się analogią, a więc podobieństwem. Osobiście trudno mi sobie wyobrazić młodą parę, której imiona brzmią "Chrystus" i "Kościół". Ale ileż wdzięku ma w sobie ten obraz, prawda? Właśnie o to mi szło. Oczywiście, że Paweł potem stosuje ten właśnie obraz, aby - jak celnie zauważasz - podkreślić rangę małżeństwa.

4. Uległość należy rozumieć jako życie w zgodzie i miłości. Jest to antyfeministyczne (choć jako facet w ogóle nie brałem tego pod uwagę Laughing , dzięki, że mi to pokazałaś), ale co ja na to poradzę? Taki był ówczesny, hellenistyczny kontekst kulturowy i jakoś nikt nie grał larum z tego powodu. W nim, czytając Pawła, należy się odnajdywać. W Trzeba zdjąć z nosa okulary współczesnej kultury. Dziś, oczywiście, można to akomodować do dzisiejszych czasów i praktycznie rozumieć tę uległość jako wzajemną.

5. Z polskojęzycznymi pozycjami - jak to w teologii bywa - niestety, bieda. Jedyna rzecz to: Y. Congar, Chrystus i zbawienie świata, tł. z franc. Kraków 1968.
Jeśli sobie zażyczysz, chętnie "zarzucę" Ci tytułami francusko- i anglojęzycznymi (tyle znalazłem)

Z radością pozdrawiam, Barnaba [/i]
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Kościół jednak zarówno w Ef, jak i dziś oznacza tę wspólnotę ludzi, która ostatecznie zostanie zbawiona.

Dosyć chyba ryzykowna definicja chrześcijan, nie uważasz Barnabo? Poprzednio nazwałeś Kościół "wspólnotą chrześcijan", teraz "wspólnotą ludzi, którzy ostatecznie będą zbawieni"- z tego by wynikało, że każdy chrześcijanin będzie ostatecznie zbawiony... może w takim razie podasz mi definicję słowa "chrześcijanin"? Możnaby zdefinoować chrześcijanina jako kogoś, kto został ochrzczony-no ale sam chrzest nie zapewnia przecież zbawienia...

Ogłoszenie np. przez papieża określonej definicji dogmatycznej ma miejsce nie dlatego, że w Kościele nakazów i zakazów nigdy dosyć.

A czy w dogmatach są jakieś nakazy i zakazy??? Proszę podaj przykłady tego rodzaju dogmatów... bo jaki zakaz czy nakaz jest np we wniebowzięciu NMP?

może nie tyle każdy, co wszyscy mają wpływ na nauczanie Kościoła.

Wszyscy w tym wypadku oznacza "prawie nikt", Barnabo. Bo jaki wpływ masz np Ty albo ja?

Mam też pytanie, czy nauczanie Kościoła odnośnie antykoncepcji ma status nieomylności czy nie?

Jeśli małżeństwo nie jest zorientowane eschatologicznie, to żebyś czasem nie wychodziła za mąż!

Za późno Smile Ale zorientowałam się o "nieeschatologiczności" małżeństwa niestety dopiero po ślubie...

Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że miłość małżeńska w wieczności będzie wyglądać, jak...miłość w celibacie

No to jaki w takim razie jest sens małżeństwa teraz? Bo jak na razie to trochę unikasz odpowiedzi...
Całe nasze życie jest skierowane na eschatologię.

To jest ogólnik... proszę o konkrety- w jaki sposób życie małżeńskie skierowane jest na eschatologię?
Ponadto zachęcam Cię do lektury Mt 22, 23-33 (spór Jezusa z saduceuszami o Zmartwychwstanie)

OK, dzięki-przy najbliższej okazji zerknę.
Osobiście trudno mi sobie wyobrazić młodą parę, której imiona brzmią "Chrystus" i "Kościół". Ale ileż wdzięku ma w sobie ten obraz, prawda?

Wdzięku może i ma, ale wspólnego z rzeczywistością mało.

W nim, czytając Pawła, należy się odnajdywać. W Trzeba zdjąć z nosa okulary współczesnej kultury. Dziś, oczywiście, można to akomodować do dzisiejszych czasów i praktycznie rozumieć tę uległość jako wzajemną.

Nie uważasz, że te dwa zdania przeczą sobie nawzajem? Smile)
Jeśli sobie zażyczysz, chętnie "zarzucę" Ci tytułami francusko- i anglojęzycznymi (tyle znalazłem)

Dzięki, na dzień dzisiejszy jednak wolę polskie... dzięki za ten polski tytuł- ale 1968 rok??? Czemu nie ma wznowienia?
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Mam jeszcze pytanie- nie wiem, czy nie zbyt ogólne... list jest skierowany "do Efezjan". W jakim stopniu to co jest tam napisane skierowane jest rzeczywiście do Efezjan, a w jakim do nas, żyjących w zupełnie innych czasach? Które fragmenty należy odczytywać dosłownie, a które są uniwesalne i jak odróżnić jedne od drugich?
Bo może te żony powinny być uległe tylko ówczesnym Efezjanom? Smile
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
zew


Dołączył: 07 Mar 2007
Posty: 2
Skąd: Kraków
Odpowiedz z cytatem
Kościół traktuje list to Efezjan podobnie jak całą Biblię jako Słowo Boże, które jest skierowane właśnie do niego i do świata całego w jego dzisiejszej postaci. Teksty te są odczytywane w świetle nowych warunków i adaptowane do nowej sytuacji niezależnie od czasu i miejsca, w jakim żył lud Boży. Bogactwo znaczeniowe tekstów biblijnych sprawia, że posiadają one wartość we wszystkich epokach i dla wszystkich kultur. Choć mają wartość nieprzemijającą, to jednak były redagowane z myślą o warunkach, których żyły dawne pokolenia, przy użyciu języka charakterystycznego dla danej epoki. Aby ukazać ich przesłanie dla naszych czasów, trzeba znów dostosować ich treść do warunków dzisiejszych i wyrazić te treści za pomocą języka zrozumiałego dla ludzi dzisiejszej epoki.
Jeśli chodzi o pytanie jak odróżnić to, co było skierowane jedynie do „Efezjan” od tego, co ma charakter uniwersalny, to trzeba zastosować działania hermeneutyczne, które się składają z następujących etapów:
- słuchać Słowa Bożego zawartego w liście do Efezjan z pozycji człowieka żyjącego dzisiaj,
- próbować lepiej zrozumieć sytuację dzisiejszego człowieka korzystając ze światła tekstu natchnionego, albo usiłować odpowiedzieć na pytania, jakie życiu człowieka dzisiejszego stawia Pismo święte,
- wydobyć z bogactwa tekstu natchnionego te elementy, które mogą dopomóc w zmianie na lepsze życia dzisiejszego człowieka, tak by było bardziej zgodne ze zbawczą wolą Boga w Chrystusie.
Teksty są w stanie ukazać wiele problemów współczesnych w nowym świetle takich jak np. wymiar wspólnotowy Kościoła, którego głową jest Chrystus. Powinno się też zwrócić uwagę na wartości coraz powszechniej uznawane przez dzisiejszy świat takie jak np. sprawiedliwość społeczna, szacunek dzieci względem rodziców.
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Aby ukazać ich przesłanie dla naszych czasów, trzeba znów dostosować ich treść do warunków dzisiejszych i wyrazić te treści za pomocą języka zrozumiałego dla ludzi dzisiejszej epoki.

Czy masz na myśli np tego typu język, co przerabia ewangelię wg świętego Jana na "czytankę wg zioma Janka"?
(zobacz http://bosko.pl/credensik/?art=790)

Jeśli chodzi o wspomniane przez Ciebie,zew, "działania hermeneutyczne", to etapy, które wymieniłeś wydają się być nieco ogólnikowe. Czy wszelkie interpretacje tekstu w ramach tych "działań" są poprawne teologicznie?
Zobaczmy to na przykładzie. Barnaba stwierdził, że "uległość małżonkowi" można przystosować do dzisiejszych czasów i rozumieć to jako "uległość wzajemną". Myślę, że ta interpretacja mieści się w ramach tych "etapów"- jednak ja się z tą interpretacją niezupełnie zgadzam.
Moim zdaniem owa "uległość małżonkowi" w dzisiejszych czasach może mieć interpretację taką, że Kościół powinien był uległy Chrystusowi. Zbyt daleko już zaszedł nie tą drogą co trzeba (no cóż... obecnie np każdy niemal ksiądz znany publicznie okazuje się być agentem-jeśli jest w odpowiednim wieku-albo odchodzi z kapłaństwa-jeśli jest nieco młodszy...właśnie dowiedziałam się o odejściu ks. Tomasza Więcławskiego-ale może to plotka?).
Wzajemność uległości oznaczałaby coś, co nie powinno wcale mieć miejsca, to znaczy uległość Chrystusa wobec Kościoła... dlatego uważam, że ta "wzajemność uległości" to zdecydowanie nadinterpretacja tekstu!

Posługując się powyższym przykładem chciałam zapytać, która z interpretacji (tzn Barnaby czy moja) jest poprawna teologicznie i czy jedyne kryteria poprawności to te, które wymienił zew?
A może obie są poprawne? A może żadna? Jeśli tak, to dlaczego?
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
barnaba


Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 12
Odpowiedz z cytatem
Droga Magdo!
Chrześcijanin to człowiek ochrzczony mający nadzieję zbawienia. Jesteśmy pomiędzy "już" a "jeszcze nie". Pomiędzy zbawieniem, które zostało nam ofiarowane, a między niepewnością indywidualnego zbawienia. Czekamy w kolejce i właściwie powinniśmy zostać przyjęci, bo taka jest kolej rzeczy, ale...

Zakazy i nakazy w dogmatach? Choćby to, że kończą się one tzw. klauzulą wyłączenia obowiązującą tego, kto danego dogmatu nie chce przyjąć ("niech będzie wyklęty" - "anathema sit"). Jest więc nakaz wiary we Wniebowzięcie, a równocześnie zakaz przyjmowania tej prawdy inaczej (np. że Maryja była najpierw w czyśćcu, a później w Niebie). No cóż, porządek musi być

Mamy i Ty i ja wpływ na nauczanie Kościoła (dobre, nie?), przecież w nim uczestniczymy, bo się z nim zgadzamy. Pamiętać trzeba, że taki wpływ możemy mieć jako tworzący Jeden Kościół, a więc jako obecni we wspólnocie. Induwidualny człowiek nie ma wpływu na nauczanie, bo nikt sam dla siebie nie jest Kościołem. Zresztą pisałem Ci o "sensus fidei"

Nauczanie w sprawie antykoncepcji nie jest nieomylne (oznacza to, że ktoś, kto stosuje antykoncepcje nie może być uznany za heretyka, ale oczywiście zaciąga gzrech ciężki, bo jest to przewinienie moralne)

Co do Twojego małżeństwa, no... tu mnie zaskoczyłaś. Myślałem, że jeszcze nie. Ale, mój celibat też nie jest jakoś specjalnie "eschatologiczny". Dlatego, że czasy ostateczne jeszcze nie nadeszły. Ja swoim celibatem świadczę jak mogę o eschatologii, ale nie jest to doskonała realizacja, bo mam świadomość, że miłość na sposób celibatu realizuję ja i inni moi koledzy klerycy (przynajmniej tak wierzę), także księża, siostry zakonne, a pozostali ludzie - niekoniecznie. Tam raczej triumfy święci eros. Trudno mówić o eschatologii tu i teraz.

Sens małżeństwa teraz? Proste: zrodzenie potomstwa i miłość małżonków.

Jak życie małżeńskie jest skierowane na eschatologię? Właśnie tak, że przypomina relację Chrystusa z Kościołem Miłość małżonków będzie mieć chyba takie samo natężenie, jak Chrystusa do Kościoła

Obraz Oblubieńca i Oblubienicy jest piękny i dla kogoś, kto kocha Kościół, bardzo wiele ma wspólnego z rzeczywistością. Na przestrzeni dziejów Kościoła wiele razy ta Wspólnota była w "bagnie" (seculum obscurum-w.X, niemoralni papieże, Reformacja, Rewolucja Francuska, teraz w Polsce problem lustracji i przyznania się do prawdy), i zawsze wychodziła obronną ręką. Dowodem tego fakt, że Kościół cały czas istnieje. Nie da się tego wutłumaczyć sprawnością instytucjonalną. Osobiście wierzę, że to Oblubieniec ratuje swoją Oblubienicę.

Nie bardzo wiem, co ma czemu przeczyć. Idzie o to, że nie można wzajemnie sobie być uległym? Jako żona, chyba lepiej ode mnie wiesz, co w małżeństwie oznacza "pójście na kompromis"...
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
barnaba


Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 12
Odpowiedz z cytatem
Oczywiście, trzeba akomodować teksty biblijne do dzisiejszych czasów (np. co do formy). Przecież kultury się diametralnie różnią. Trzeba jednak zawsze dbać o zachowanie sensu teologicznego. I tak, masz słuszność: Kościół pozostaje uległy Chrystusowi, bo przecież jako całość zawsze realizował i realizuje ten sam kurs (uświęczanie i zbawianie). Grzechy Jego ludzi wcale nie niweczą Jego świętości i uległości Chrystusowi. Powtarzam: nikt nie jest dla siebie Kościołem. Trzeba rozróżnić Kościół jako całość i ludzi go tworzących w ich wymiarze indywidualnym. Każdy ma prawo identyfikować się z Kościołem wówczas, kiedy płynie w Jego nurcie.

Pozdrawiam, Barnaba
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Czekamy w kolejce i właściwie powinniśmy zostać przyjęci, bo taka jest kolej rzeczy, ale...

Ale co? Przecież nauczanie Kościoła mówi, że każdy kto chce, będzie zbawiony- czy nie mam racji? To przecież każdy indywidualnie w chwili śmierci na sądzie szczegółowym decyduje, czy chce być z Bogiem, czy nie...



Jest więc nakaz wiary we Wniebowzięcie,

Jak można nakazać wiarę? No chyba, że przyjmiemy, że wiara to jest akt woli-to wtedy sami sobie możemy nakazać, że przyjmujemy ten dogmat, nawet jeśli wydaje się on być bez sensu. Jak zdefiniowałbyś słowo "wiara"?
Jaki wpływ na nasze życie ma dogmat o wniebowzięciu NMP? Jak można okazać wiarę w taki dogmat? Chyba tylko mówiąc "wierzę w to", a powiedziane jest przecież, że wiara bez uczynków martwa jest...
Tego typu "nakaz" pozostaje bez szczególnego wpływu na nasze życie...

Mamy i Ty i ja wpływ na nauczanie Kościoła (dobre, nie?), przecież w nim uczestniczymy, bo się z nim zgadzamy.

No niezły żart, Barnabo SmileSmileSmile Jeśli mam na coś wpływ, to znaczy, że mogę to zmienić, a z nauczaniem Kościoła przecież tak nie jest.
No i kto Ci powiedział, że zgadzam się w stu procentach z nauczaniem Kościoła??? Wiadomo, że nie. Są rzeczy, które jak na razie przyjmuję, bo muszę, zgodnie z zasadą, że albo się coś przyjmuje w całości albo wcale-przecież jak się przyjmuje dany system wybiórczo, to nie można mieć potem pretensji, że coś się wali i nie gra... A jak się przyjmuje w całości, to pretensje można mieć Smile

Zresztą pisałem Ci o "sensus fidei"

Hm, chyba nie, a cóż to takiego? Coś w rodzaju łamańca językowego, ze wszyscy jako bezimienna masa mają na coś wpływ, a każdy z osobna to nie? Sorry, nie łapię tego.

Co do Twojego małżeństwa, no... tu mnie zaskoczyłaś. Myślałem, że jeszcze nie.

Dlaczego tak myślałeś? Smile

Ja swoim celibatem świadczę jak mogę o eschatologii, ale nie jest to doskonała realizacja, bo mam świadomość, że miłość na sposób celibatu realizuję ja i inni moi koledzy klerycy (przynajmniej tak wierzę), także księża, siostry zakonne, a pozostali ludzie - niekoniecznie.

Owszem, Ty swoim celibatem świadczysz o eschatologii, a ja swoim małżeństwem wcale- tu leży właśnie sedno problemu!
I tu nie chodzi o to, że "triumfy święci eros", tylko o to, że z samego założenia małżeństwo jest eschatologicznie bez sensu. Jest ukierunkowane na "tu i teraz", czyli na nasze ziemskie życie.
Jak słusznie zauważyłeś, "sens małżeństwa teraz-to zrodzenie potomstwa i miłość małżonków". Ale co to za miłość??? Cały czas jest się w strachu, żeby nic się nie stało mężowi i dzieciom, a problem koloru niemowlęcej kupki staje się wydarzeniem światowej rangi.

Dowodem tego fakt, że Kościół cały czas istnieje.

To może być dowód na to, że jest organizacyjnie świetny...



Idzie o to, że nie można wzajemnie sobie być uległym?

Jasne, że można! Tyle, że nie ma o tym nigdzie mowy w liście do Efezjan. To Twoja interpretacja i pytałam tylko, czy jest prawidłowa, bo w liście była tylko uległość "w jedną stronę".
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Aha... jak na razie bardzo dobrze sobie radzisz, Barnabo Smile
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
barnaba


Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 12
Odpowiedz z cytatem
Dziękuje,jestem wzruszony komplementem. Grunt to zadowolenie.
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
magda


Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 190
Skąd: Gdańsk
Odpowiedz z cytatem
Ale, mój drogi, chyba osiadłeś na laurach... poproszę o odpowiedź na mój post Smile
No i zmobilizuj też kolegę...
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomośćWyślij emailAdres AIM
blizniaak


Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 5
Odpowiedz z cytatem
Witaj, Magdo!!!
Oto próba naszych odpowiedzi na Twoje pytania. Na razie tylko część, pozostałe w najbliższym czasie. Numery odpowiadają Twoim kolejnym cytatom.

1. Mówiąc, że każdy kto chce będzie zbawiony nie masz racji. Sama chęć własnego zbawienia nie wystarczy. Człowiek decyduje o tym, czy chce być z Bogiem poprzez całe swoje życie. Każdego dnia, w każdej chwili, podejmując konkretne decyzje wybiera Boga lub Go odrzuca. Na sądzie szczegółowym nie ma już możliwości decydowania o tym, czy chcę być z Bogiem, czy nie. Ten wybór dokonał się w życiu ziemskim, dokonywał się w każdej chwili życia.

2. Wiara jest możliwa tylko dzięki łasce Bożej i wewnętrznej pomocy Ducha Świętego, ale jest jednocześnie aktem woli człowieka. Okazanie zaufania Bogu i przylgnięcie do prawd objawionych przez Niego nie jest przeciwne ani wolności, ani rozumowi ludzkiemu. Przecież w relacjach międzyludzkich wierzymy w to, co inne osoby mówią nam o sobie i swoich zamierzeniach, oraz ufamy ich obietnicom (np. gdy mężczyzna i kobieta zawierają małżeństwo). Jezus nikogo nie zmuszał do wiary. Wzywał tylko do uwierzenia Mu – zaufania Jego słowom i przyjęcia ich.
Życie Maryi zawsze było ściśle powiązane z życiem Chrystusa. Była z Nim od poczęcia Go aż do śmierci krzyżowej. Chrystus chciał odwdzięczyć się swej Matce za Jej miłość, dlatego wziął Ją do nieba, gdzie przebywa w chwale z ciałem i duszą. Jej wniebowzięcie było przejściem do nowego życia, które wierzący i kochający Boga osiągną po zmartwychwstaniu. Taki jest właśnie wpływ tego dogmatu na nasze życie. Maryja już osiągnęła to, na co my oczekujemy.

4. Sensus fidei - czyli zmysł wiary jest czymś, co przysługuje każdemu wierzącemu, gdyż wiara nie polega na spontanicznym przekonaniu, ale jest łaską, której sprawcą jest Duch Święty. Zmysł wiary jest zasadniczo jednakowo obecny w każdym wierzącym, ponieważ Duch Święty jednakowo oddziałuje na wiarę wierzących. Dlatego zmysł wiary poszczególnego człowieka zbiega się niejako ze zmysłem wiary całego Kościoła. Z tego wynika zgodność wszystkich wierzących, co powoduje, że zmysł ten staje się bardziej obiektywny. Obok Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i teologii jako nauki jest jeszcze jedna instytucja, której reprezentantami są pozostali wierzący. Trzeba pamiętać, że zmysł wiary jest obecny we wszystkich trzech instytucjach. Ich zgodność wewnętrzna przekłada się na zgodność zewnętrzną. Ta właśnie zgodność tych instytucji jest celem Kościoła. Oczywiście zgodność ta nie jest dana od razu, choćby ze względu na to, że te trzy grupy zasadniczo różnią się od siebie pod wieloma względami, co często powoduje, że np. mają odmienne zdania na pewne kwestie. Odmienności te da się jednak przezwyciężyć, choćby poprzez prowadzenie dialogu, co jednak wymaga odpowiedniego czasu, aby w końcu dojść do wspólnie wypracowanego stanowiska.

Pozdrawiamy!!!
Ogląda profil użytkownikaWyślij prywatną wiadomość
List do Efezjan
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 3  

  
  
 Odpowiedz do tematu